Mowa tutaj o czarnej herbacie która, jak się okazuje, poza walorami smakowymi ma też nieprzeciętny wpływ na nasze zdrowie. Przez jakiś czas uważano, że spośród wszystkich popularnych rodzajów herbat, czarna jest najmniej wartościowa. Zobacz także: podcinać sobie gałąź, na której się siedzi • podcinać komuś skrzydła • podcinać z wyprzedzeniem • podciąć komuś gardło powered by Słownik DIKI korzysta z technologii przechowującej i uzyskującej dostęp do informacji w urządzeniu końcowym Użytkowników (w szczególności z wykorzystaniem plików cookies). Diagnostyka i leczenie zapalenia żył. Leczenie stanu, jakim jest zapalenie żyły, zależne jest od umiejscowienia problemu, a także stopnia zaawansowania dolegliwości. Jeśli zapalenie żył zostanie zdiagnozowane szybko i w porę wdroży się odpowiednie leczenie, zazwyczaj rokowania w tym przypadku są dobre. Znalazłem przepis na lekarstwo, które ma pomócprzepchać, udrożnić od złogów żyły i tętnice. Mianowicie: mieszanka soku z 5 cytryn, miodu i czosnku odstawiona na tydzień do lodówki. Następnie spożywamy 1 łyżkę dziennie. Translations in context of "jak podciąć" in Polish-English from Reverso Context: Pokazałem mu jak podciąć żyły aby ominąć tętnice. Translation Context Grammar Check Synonyms Conjugation Conjugation Documents Dictionary Collaborative Dictionary Grammar Expressio Reverso Corporate Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. polski arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński angielski Synonimy arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński ukraiński Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń wulgarnych. Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń potocznych. Mogliście nie wiem... podciąć jej żyły jak Leonowi Velezowi. Could have just... I don't know... Slit her wrists like you did with León Velez. Pozostałe wyniki Pokazałem mu jak podciąć żyły aby ominąć tętnice. Równie dobrze wszyscy możemy sobie podciąć żyły, jeśli nikogo nie znajdziemy. Jeśli miałaby sobie nim podciąć żyły, nóz byłby nieskazitelnie czysty. If she was going to slip her wrists, the knife would be spotless. Dawniej ludzie zostawiali w testamencie polecenie, Żeby im podciąć żyły, dla pewności. People used to leave an instruction in their will to have a vein cut, just to be on the safe side. Próbował podciąć sobie żyły moim szwajcarskim scyzorykiem. He tried to slash his wrists with my Swiss Army knife. Idę do łazienki podciąć sobie żyły. Mam podciąć żyły i podpisać to krwią? Jeśli próbowała sobie podciąć żyły to dlaczego nie ma ran? If she tried me to cut strand this how come there have not no wounds? Chciałem podciąć sobie żyły jak to zobaczyłem. I wanted to slit my wrists when I saw that. Leżałem na kanapie rozważając, czy podciąć sobie żyły. Powinienam teraz podciąć sobie żyły czy po jedzeniu. Should I slit my wrists now orjust wait till after the meal? Czy zamierzasz znowu podciąć sobie żyły? Na widok kobiety, postanowił podciąć sobie żyły. Powiedziała że zamierza podciąć mi żyły i pozwolić się wykrwawić w wannie. She told me she was going to open my veins and let me bleed out in my bath. Podciąć sobie żyły, ściąć głowę. Mógłbym po prostu podciąć mu żyły. All I have to do is just slit this vein. W ten sposób zabójca zdołał podciąć mu żyły bez walki. So that's how the killer managed to cut his wrists without a struggle. Próbowałeś podciąć sobie żyły, więc przykułem cię do rury. Pod koniec byłam gotowa podciąć sobie żyły. Nie znaleziono wyników dla tego znaczenia. Wyniki: 64. Pasujących: 1. Czas odpowiedzi: 137 ms. Farida oszczędza słowa. Odpowiada krótko, rzeczowo, konkretnie. Choć czasem jej surową twarz (wyjątkowo szczupłą, z wielkimi oczami, zbyt surową jak na jej raptem 18 lat) przetnie wstążka uśmiechu. Wtedy wygląda, jakby opowiadała nie swoją Nuri przeciwnie, mówi długo, jest przez cały czas poważna, praktycznie nie okazuje emocji, nawet raz po raz wieszającej się u jej szyi około 4-letniej córeczce. Relacjonuje wydarzenia skoncentrowana tylko na faktach. Jakby opowiadała nie swoją jej rówieśnica Kaju. O zmierzchu, w swoim namiocie z betonową podłogą, starym telewizorem, wiatrakiem i paroma matami do spania, okutana na czarno stara się robić dobrą minę do złej gry. Jakby opowiadała…Ich historie tak naprawdę nie opowiadają usta - bo bariera językowa, obecność mężczyzny-tłumacza, nieustający tumult wokół namiotu, wreszcie słowa-tabu, z tym najbardziej przeklętym na czele: historie opowiadają dłonie. Faridzie na przykład z każdą minutą pocą się coraz obficiej, pod koniec rozmowy wyglądają już jak unurzane w misce wody. Kaju przez cały czas nerwowo gniecie palce, Nuri je wręcz wyłamuje, a 20-letnia Mire mimowolnie wodzi nimi po bliznach na swoich otwarło swoje wrota 3 sierpnia 2014 roku. Wtedy dżihadyści Daesz (Państwa Islamskiego) zaczęli szturmować jazydzkie wioski w rejonie Sindżar w Iraku. Niemalże bez oporu zajęli je w niespełna dwa tygodnie, po drodze wymordowując pięć tysięcy mężczyzn (plus kilkaset pogrzebanych żywcem kobiet i dzieci) i biorąc jako niewolnice, głównie seksualne, od pięciu do siedmiu tysięcy kobiet i dziewczynek. Około 200 tysięcy ludzi salwowało się ucieczką, co czwarty z nich dotarł na górę wspomina: - Było południe, jedliśmy akurat obiad, okazało się, że oni zatrzymali się w sąsiedniej wiosce muzułmańskiej. Kiedy się o tym dowiedzieliśmy, próbowaliśmy uciekać, ale było już za późno. Odcięli nam drogę. Otoczyli nas. Wywiesiliśmy białą flagę, że się poddajemy. Myśleliśmy, że nie będziemy musieli uciekać. Ale gdy przybyli, to pierwsze, co kazali nam zmienić, to religię. Byliśmy przerażeni. Było nas 35 osób, członków mojej rodziny. Wszystkich nas 50 tysięcy tych, którym się "udało", to znaczy uciekli na górę Sindżar, po tygodniu nadeszła pomoc logistyczno-militarna ze strony irackich peszmergów (czyli kurdyjskich bojowników, tych "którzy patrzą w oczy śmierci", w Iraku stanowiących de facto całkiem prężnie działającą armię).Wcześniej, zanim pojawiły się zrzutki brytyjskich, francuskich i amerykańskich skrzyń z jedzeniem i wodą, z głodu, przegrzania i/lub odwodnienia organizmu czy braku leków zmarło kilkuset uchodźców, głównie starców i relacji jazydek wynika, że "żołnierze" dżihadu każdą wioskę szturmowali tak samo: napadali domy, wypędzali ich mieszkańców, łapali ludzi na ulicach. Później gromadzili wszystkich razem. Tylko na chwilę. Bo dalej oddzielali mężczyzn od kobiet z dziećmi. Tych pierwszych krępowali, zmuszali do klęczenia, resztę wywozili w jeszcze wtedy nieznanym kierunku. Jakby po prostu odbijali krwawe stemple z tego samego wtedy okazało się, że to dopiero przedsionek. Że kolejne kręgi piekła są jeszcze gorsze. Wojciech Tora fot. Wojciech Tora Źródło: Wojciech ToraKręgiW zdobytych wioskach mężczyzn zabijano niemal od razu, strzałem w opowiada o tym, jak się zaczęło: - Kobiety i dzieci zabrali do jednego pokoju, mężczyzn zamknęli w drugim. Później wzięli najmłodsze i najładniejsze dziewczyny. Była wśród nich moja córka, miała wtedy 16 lat. Później usłyszałyśmy jak skończyło: - Córka przyszła do mnie, miała zakrwawioną rączkę. Zaczęłam ją oglądać, czy jest ranna. A ona w dłoni miała ząb. To był ząb jej ojca, mojego męża. Po ubraniu go rozpoznaliśmy, bo (dżihadyści Daesz) strzelili mu jak kilku innym w głowę. Był całkowicie "wybranych" kobiet - młodych, bardzo młodych, dziewczynek… dzieci nawet - była 18-letnia Farida. - Gdy tylko nas złapali, wiedziałyśmy doskonale, dlaczego to zrobili. Wzięli nas na swoje "żony", z targu niewolników. Każdy żołnierz, który służył na froncie, mógł sobie wybrać dowolną. Za darmo - opowiada. Trzy spośród tych, z którymi była więziona, wybrały rozwiązanie: "żywcem nas nie wezmą". - Wcześniej mówiły, że nie zmienią religii, nie zostaną muzułmankami, urodziły się jazydkami i jazydkami umrą. Że nie będą "żonami" tych bestii. Wolały już śmierć. Popełniły samobójstwo. Później ich ciała wyrzucali po prostu na chciała popełnić 20-letnia Mire. - Nie chciałam tak żyć. Chciałam się zabić. Znalazłam nóż, podcięłam sobie żyły. Chciałam się wykrwawić na śmierć - opowiada. W takim stanie zastał ją jej "opiekun". - Gdy zobaczył, co sobie zrobiłam, wypił moją krew. Przez pięć dni chorowałam. Później sprzedał mnie Syryjczykowi. Bo on sam był Egipcjaninem. W Mosulu też byłam bita, też dostawałam zepsute jedzenie. Jeden z nich (dżihadystów) któregoś dnia obciął mi włosy. Później sprzedał mnie innemu, też z Syrii. Czasami na laptopach pokazywali nam filmy, jak zabijają ludzi. Zmuszali nas, żebyśmy je oglądały. Później sprzedano mnie Kurdowi. Bił nas przez cały czas, bo ze mną było jeszcze sześć niewolnic. Mówił, że zrobi mi zdjęcia, umieści w internecie, każdy będzie wiedział, że jestem niewolnicą. Wycenił mnie na 12,5 tysiąca z ewentualnych rozwiązań była zgoda na konwersję na islam - przepustka do "lepszego" życia. Bez bicia, "brutalnej przemocy", będącej prawdopodobnie eufemizmem gwałtu, z nieco lepszym jedzeniem, wreszcie - własnym, choć zaryglowanym na głucho, domem zamiast podziemnych cel opowiada: - Z mojej wioski wszystkich nas wywieźli do innej. Tam zabrali nas do meczetu, kobiety i dziewczynki umieścili w jednym pomieszczeniu, wzięli wszystkich moich braci i kuzynów, w ogóle wszystkich mężczyzn do innego. Około czwartej po południu zjechało się wielu członków ISIS. Każdy wziął jedną dziewczynę jako niewolnicę. Te, które się opierały, były bite…I dalej, nie zostawiając cienia wątpliwości co do tego, skąd to wie: - Wywieźli nas na Równinę Niniwy, do jakiegoś domu. Wszystkie byłyśmy w jednym pokoju, zamknięte na klucz. Dostałyśmy muzułmańskie ubrania, kazali nam w nich chodzić. W nocy pobili nas kijami. Nie było miejsca na ciele, które by mnie nie bolało. A z nocy na noc bili coraz mocniej. Wojciech Tora fot. Wojciech Tora Źródło: Wojciech ToraNadzieja czy…Na przekór ostrzeżeniom Dantego w Boskiej Komedii, "porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie", Farida, Kaju, Lina i Mire nie poddały się. Wszystkie mieszkają w obozach dla tych, którzy przetrwali (tłumacze konsekwentnie mówili o "survivors", nie "refugees" camp). Tylko oddawanej jako "żona" dla kolejnych dżihadystów Mire, według informacji Bartosza Rutkowskiego z Fundacji "Orla Straż" ( udało się wyjechać do Niemiec i otrzymać status Czy wierzę po tym wszystkim w Boga? Oczywiście. Gdyby Boga nie było, to czy udałoby mi się ocalić? - pyta, wyraźnie retorycznie, roku niewoli udało jej się uciec z niewoli (już po zakamuflowanej tylko dla dobra dzieci konwersji na islam) z pomocą pośrednika. Trasę między Rakką a Kobani (około 140-150 kilometrów) pieszo bądź pojazdami, pod osłoną nocy, z „noclegiem” w dzień w jednym z wynajętych domów, pokonała wraz z dwójką dzieci w osiem dni. Później już, pod opieką peszmergów, dotarła dla "obozu dla tych, którzy przetrwali" pod zwłaszcza ostatnio ocalone, są wykupywane za dolary. Średnia "cena rynkowa" waha się od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów, przy większej liczbie członków rodziny udaje się wynegocjować upust. Jazydzkie rodziny zapożyczają się u krewnych i znajomych, byleby tylko wykupić swoje krewne, a później borykają się z koniecznością spłaty. Zwłaszcza że już nikomu wśród jazydów się nie przelewa. Ich religia uznawana jest za jedną z najbardziej synkretycznych na świecie, gdyż jazydzi modlą się pięć razy dziennie (jak muzułmanie), lecz z twarzą skierowaną ku słońcu (jak zoroastrianie), przyjmują chrzest jak chrześcijanie, poddają chłopców obrzezaniu jak Żydzi i muzułmanie, a ponadto wierzą w reinkarnację jak hindusi i z tradycją są podzieleni na cztery kasty, które nie mogą się między sobą przenikać. Wojna jednak jest zagorzałym komunistą, mówi: wszyscy będziecie równi. I wszyscy są. - Kierownik obozu nam pomógł, dał nam ten namiot. Za darmo, normalnie kosztuje 85 dolarów. Ale tu żadnego wejścia nie było, sama musiałam kupić te koce, żeby zawiesić z dwóch stron. I telewizor udało mi się kupić. Tylko jak pada, to przecieka i są zwarcia. Już raz mnie mocno kopnęło - mówi Kaju. Wojciech Tora fot. Wojciech Tora Źródło: Wojciech Tora… koniec?Podróż Kaju przez blisko rok biegła z wioski Hardan w okolicy Sindżaru przez osławione więzienie Badoush (dwukrotnie) i Rakkę w Syrii (również dwa razy). W międzyczasie spały głównie na podłodze, a nawet przez kilka tygodni w większości na ulicy, bo ich "kolonia niewolników" akurat stacjonowała w naprawdę maleńkiej wiosce. - Dawali nam kawałek chleba rano, wieczorem trochę ryżu. To jedzenie było zepsute, śmierdzące, brudne. Dzieci nie mogły tego jeść. Całymi dniami siedziałyśmy zamknięte, przy drzwiach stał strażnik. Codziennie przychodzili po kogoś, brali parę osób. Kobiety, czasami dzieci - opowiada Jedzenie było okropne. W jednym pomieszczeniu w więzieniu Badoush spałyśmy wszystkie razem, około 7000 niewolnic. Kobiety, dziewczynki. Dzieci. Każdego dnia modliłam się o nasze siostry i matki trzymane w niewoli. Nie modliłam się za siebie. Tacy już jesteśmy - mówi z kolei relacji każdej z nich przewija się też jeszcze jedno wspomnienie: "gdy odmawiałyśmy, stosowali wobec nas przemoc". Tylko tyle. I aż jazydzi naliczyli 72 ludobójstwa, które były w nich wymierzone w toku ich historii. Największe kontrowersje, de facto pretekst do prześladowań, wzbudza jeden z filarów ich wiary: że Bóg po stworzeniu świata administrowanie nim przekazał w ręce siedmiu aniołów. Jeden z nich, szczególnie aktywny, został strącony za swą butę do piekła. Był to Tawûsê Meleka, czyli Anioł Paw, który łzami swojego żalu ugasił ogień piekielny. Odtąd piekło według jazydów nie istnieje. Chyba że na Czemu akurat nas uważają za niewiernych. Czemu nas zniewalają? Czemu nas mordują? Codziennie zadaję sobie to pytanie. Nie umiem jeszcze na nie odpowiedzieć - mówi 18-letnia Farida. I dodaje: - Co do przyszłości to my, jazydzi, w ogóle jej nie mamy. Nie tylko w Iraku, ale też w Europie. Oni są w nawet gorszej sytuacji niż my. Tutaj w obozie jesteśmy bezpieczni. A tam wciąż atakują ich islamiści. Świat musi nam Rutkowski z Orlej Straży mówi: - Najważniejsze obecnie jest zabezpieczenie ekonomiczne egzystencji uwolnionych ludzi. Docelowo jednak najistotniejsza będzie pomoc psychologiczna. Myślimy o stworzeniu tam na miejscu ośrodka działającego w ramach warsztatów komunikacji pozawerbalnej. Celem jest to, by same siebie zaczęły postrzegać jako wartościowych ludzi, a dodatkowo by uwierzyły, że wokół nich też są osoby gotowe nieść im pomoc, a nie wydaje się całkiem optymistycznie nastawiona do przyszłości. - Chcę skończyć szkołę, zostać nauczycielką, założyć rodzinę - razy od niej starsza Kaju nie ma jednak żadnej nadziei. - Straciłam prawie całą rodzinę, 14 osób zamordowali, 21 wciąż jest w rękach Daesz. Mój brat zapożyczył się, żeby zapłacić przemytnikowi za ocalenie mnie i dzieci, teraz muszę te 650 dolarów jakoś spłacić. Zostałam z dwójką dzieci i córką mojej siostry, która wyjechała do Niemiec. Jestem sama, nie mam domu, nie mam mężczyzny, nie mam niczego. Polish Arabic German English Spanish French Hebrew Italian Japanese Dutch Polish Portuguese Romanian Russian Swedish Turkish Ukrainian Chinese English Synonyms Arabic German English Spanish French Hebrew Italian Japanese Dutch Polish Portuguese Romanian Russian Swedish Turkish Ukrainian Chinese Ukrainian These examples may contain rude words based on your search. These examples may contain colloquial words based on your search. Mogliście nie wiem... podciąć jej żyły jak Leonowi Velezowi. Could have just... I don't know... Slit her wrists like you did with León Velez. Other results Pokazałem mu jak podciąć żyły aby ominąć tętnice. Równie dobrze wszyscy możemy sobie podciąć żyły, jeśli nikogo nie znajdziemy. Jeśli miałaby sobie nim podciąć żyły, nóz byłby nieskazitelnie czysty. If she was going to slip her wrists, the knife would be spotless. Dawniej ludzie zostawiali w testamencie polecenie, Żeby im podciąć żyły, dla pewności. People used to leave an instruction in their will to have a vein cut, just to be on the safe side. Próbował podciąć sobie żyły moim szwajcarskim scyzorykiem. He tried to slash his wrists with my Swiss Army knife. Idę do łazienki podciąć sobie żyły. Mam podciąć żyły i podpisać to krwią? Jeśli próbowała sobie podciąć żyły to dlaczego nie ma ran? If she tried me to cut strand this how come there have not no wounds? Chciałem podciąć sobie żyły jak to zobaczyłem. I wanted to slit my wrists when I saw that. Leżałem na kanapie rozważając, czy podciąć sobie żyły. Powinienam teraz podciąć sobie żyły czy po jedzeniu. Should I slit my wrists now orjust wait till after the meal? Czy zamierzasz znowu podciąć sobie żyły? Na widok kobiety, postanowił podciąć sobie żyły. Powiedziała że zamierza podciąć mi żyły i pozwolić się wykrwawić w wannie. She told me she was going to open my veins and let me bleed out in my bath. Podciąć sobie żyły, ściąć głowę. Mógłbym po prostu podciąć mu żyły. All I have to do is just slit this vein. W ten sposób zabójca zdołał podciąć mu żyły bez walki. So that's how the killer managed to cut his wrists without a struggle. Próbowałeś podciąć sobie żyły, więc przykułem cię do rury. Pod koniec byłam gotowa podciąć sobie żyły. No results found for this meaning. Results: 64. Exact: 1. Elapsed time: 164 ms. Odpowiedzi touch. odpowiedział(a) o 19:47 Bolesne ale wykonalne i to z pozytywnym skutkiem. Tnij wzdłuż żyły bardzo głęboko, może być żyletką, żeby nie zrobił się skrzep i żeby nie zaschło trzymaj ręke w ciepłej wodzie. Miłego umierania.. xd Idz do fryzjera i sie spytaj Podetnie mi pani żyły? blocked odpowiedział(a) o 19:03 Zawsze zastanawiałem się, czy można to zrobić kosiarką lub piłą łańcuchową... możesz spróbować- podejrzewam niezłą skuteczność ;) Do tego całkiem szybko ;)Albo po prostu- bierzesz żyletkę, przykładasz do skóry i tniesz tak jakbyś cięła coś nożem. demi0611 odpowiedział(a) o 19:22 ee nie wiem i wole nie wiedzieć blocked odpowiedział(a) o 19:57 Ja też mam do Cb pytanie . ? Po co Ci do wiedzieć . Bo jak chcesz sobie podciąć żyły to tego nie rób bo się zabijesz .! I po Ci too . A do twojego pytania to żyletką . żenujące. wiesz, gdzie masz żyły, tętnice? wiesz, gdzie są ostre przedmioty w Twoim domu? zakładam, że tak, wiec sprawa rozwiązana. jeśli szukasz pomocy to znajdź jakiś inny sposób, ale nie zadawaj tak głupich pytań. Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Uzależnionych od internetu mamy już w przedszkolu Biada rodzicom, którzy się cieszą, że dziecko stało się fanem komputera i nie sprawia żadnych kłopotów, bo lubi przebywać w domu. Mogą w ten sposób przeoczyć pierwszy symptom opętania przez cyberprzestrzeń – stan grożący największymi niebezpieczeństwami i wymagający fachowej terapii. Rekordy przebywania w świecie wirtualnym to sto kilkadziesiąt godzin bez jedzenia i picia, gdy tymczasem młodemu człowiekowi powinna wystarczyć… godzina dziennie! Oczywiście nie wszyscy stają się komputerowymi nałogowcami, ale przykładów na kłopoty, w jakie może wpędzić sieć, jest aż nadto i nic dziwnego, że patologiami mediów elektronicznych zajęli się pracownicy naukowo-dydaktyczni z Akademii Pedagogiki Specjalnej, która od lat 20. XX w. przygotowuje pedagogów, psychologów szkolnych i innych specjalistów do pracy z dziećmi i młodzieżą odbiegającą od normy, trudną, wykolejoną, wykluczoną i niepełnosprawną. A tak się składa, że cyberprzestrzeń, z której niemal wszyscy korzystamy dziś bez przeszkód, u osób niedojrzałych może spowodować ogromne spustoszenia – w skrajnych przypadkach prowadzące do kalectwa psychicznego albo fizycznego, ze zgonem włącznie. Małoletni złapany w sieć Niejedna matka lub ojciec na spotkaniach ze szkolnym pedagogiem przyznaje się do kupienia dziecku nieświadomie gry komputerowej, która ich przeraziła. Czasem pomyłkę szybko dostrzega sam obdarowany. – Ta gra chyba nie jest dla mnie – powiedział mamie, z wykształcenia pedagogowi, 10-letni syn. – Ja się boję ją włączać. Gorzej, gdy błąd nie zostaje zauważony, dziecko zamyka się w swoim pokoju, a potem przeżywa różne lęki, np. boi się wstać z łóżka i pójść do toalety, bo nie świeci się żadne światło. Opuszcza się w nauce, przestaje rozmawiać z rodziną i kolegami, traci energię i radość. A bywają też sytuacje tragiczne. Niekontrolowane błądzenie po sieci, tak jak po ulicy, może naprowadzić dziecko na trop dopalaczy, narkotyków, alkoholu, przedwczesnego, nieodpowiedzialnego seksu, uczynić je ofiarą prostytucji dziecięcej czy pedofilii, które i bez udziału komputera czasami zakażają młodego człowieka. Ale jest też wiele typowo wirtualnych zagrożeń, których wcześniej nie było, a pojawiły się wraz z rozwojem technologii i mediów elektronicznych. – Nowe media cyfrowe i interaktywne oraz wynalezione dla nich technologie informacyjno-komunikacyjne stwarzają wielką szansę każdemu – mówi prof. Józef Bednarek, który w Akademii Pedagogiki Specjalnej systematyzuje i klasyfikuje te zagrożenia. Ma już nawet nazwy dla nowych patologii – siecioholizm, netoholizm – wymienia też ich zgubne skutki społeczno-wychowawcze, moralne i zdrowotne. Od chorób wzroku i wad postawy po uszkodzenia mózgu. Nie są to wcale zagrożenia teoretyczne i potencjalne, ale całkiem realne, z którymi niejedno dziecko już miało i ma do czynienia. – Szkoły wzięły na siebie obowiązek wprowadzania młodego pokolenia w świat wiedzy i zdobyczy techniki – mówi prof. Bednarek. – Ale jest to zarazem nowe wyzwanie, które powoduje mnóstwo zagrożeń, zwłaszcza społeczno-wychowawczych. Nie dać się technologicznym cackom Sprzęt jest powszechnie dostępny i coraz tańszy. Wiele szkół ma pracownię komputerową, niemal wszyscy uczniowie są wyposażeni w telefon komórkowy, który można kupić już za złotówkę. Podarowanie – najczęściej bez jakiejkolwiek świadomości skutków – takiej „zabawki” dziecku wydaje się dziś obowiązkiem. Wystarczy argument: bo inne też to mają. Prof. Bednarek, pod którego kierunkiem powstało wiele prac magisterskich poświęconych komórkom, wyjaśnia: – Jedno z takich zagrożeń wydaje się całkiem banalne, ale praktyka pokazuje, że to wcale nie są rzeczy mało ważne. Ogromna ilość aparatów komórkowych daje możliwość robienia zdjęć i korzysta się z tego w dowolnym miejscu i czasie, także w sytuacjach intymnych. Dosyć częstym wykroczeniem młodych ludzi jest umieszczanie w internecie zdjęć czy filmików zrobionych podczas zabawy. Wystarczy powiedzieć, że niekiedy przyczyniały się one do samobójstw. Prof. Bednarkowi sekunduje dr Anna Andrzejewska, która jest autorką wielu książek o cyberprzestrzeni i jej zagrożeniach ( „Magia szklanego ekranu. Zagrożenia płynące z telewizji”, „(Nie)bezpieczny komputer. Od euforii do uzależnienia” i napisany wspólnie z prof. Bednarkiem „Cyberświat. Możliwości i zagrożenia”. Jej zdaniem mało który rodzic jest w pełni świadomy konsekwencji dostępu dziecka do urządzeń elektronicznych, a choćby tylko oferty, która dzięki nim będzie od tej pory w jego zasięgu. Szkoła też, co podkreślają nauczyciele podczas szkoleń prowadzonych przez APS, nie jest przygotowana, by odpowiednio wcześnie zareagować na patologię albo przynajmniej zaproponować alternatywne zajęcia. Zbrodniarze na niby – Unieruchomienie przed komputerem w wieku, kiedy dziecko intensywnie się rozwija i powinno dużo się ruszać, biegać i skakać – dodaje dr Andrzejewska – opóźnia rozwój fizyczny albo wręcz deformuje sylwetkę. O wiele poważniejsze spustoszenia sieje jednak w psychice. Do 12. roku życia dziecko nie ma jeszcze pełnej zdolności do odróżniania fikcji od rzeczywistości, tymczasem świat wirtualny, choćby ten stworzony w grach komputerowych, wyraźnie alienuje grającego, każe mu funkcjonować w przestrzeni pełnej przemocy, krwi, ostrego seksu, gdzie pojawiają się różne mutanty, bezlitośnie zabijające ludzi potwory, przed którymi ogromnie trudno się obronić. Te gry proponują również fatalne wzorce zachowań: bezwzględną walkę, okrutne zabijanie, kaleczenie na wiele sposobów, co daje również możliwość pewnej gratyfikacji pieniężnej. Bo warto wiedzieć, że niektóre gry punktują, nagradzają co bardziej potworne czyny grającego. W komputerze dr Andrzejewskiej jest zapis niemal zwierzęcego wycia nastolatka, któremu nie udało się wejść na wyższy poziom w tego typu grze. Chłopiec miota się jak w malignie, rzuca wyzwiskami, oskarża siebie o jakieś winy, gdy tymczasem chodziło tu o banalny pościg samochodowy, w którym jednak punktowane jest przejechanie ciężarnej kobiety czy staruszki. Tego typu gry cynicznie kształtują katalog dozwolonych zachowań. Chodzi tu o popularne animowane „zabawy” z grupy GTA (Grand Theft Auto, co oznacza zuchwałą kradzież samochodu), które zna niemal cała starsza młodzież. Bywa jednak, że mają do nich dostęp także młodsze dzieci. Nawet przedszkolaki mogą już sobie w ten sposób „zabijać” czy „uprawiać seks”. Seria GTA to dobry interes. W Polsce serwis tych gier zatrudnia armię tłumaczy, aby można było w nich uczestniczyć bez znajomości angielskiego. Na portalu umieszczona jest zachęta: „Mamy nadzieję, że znajdziesz tutaj wszystko, czego szukasz o tej wspaniałej serii” – i rzeczywiście odmian tej gry jest bez liku. A przecież nie tylko tutaj i niekoniecznie w tym rodzaju zabawy skupia się całe zło. Wystarczy wpisać w przeglądarkę Google dowolne słowo, które wydaje się nam przerażające, zakazane, wiąże się z dewiacjami i przestępstwami, aby uzyskać dostęp do rozmaitych gier, rzekomo kompetentnych poradników i informatorów, internetowych klubów i fanów. Potworność rozrywkowej oferty wychodzi na jaw, gdy się zobaczy, do czego młody człowiek ma dostęp, z czego umie bez najmniejszego problemu skorzystać. By wejść na strony z pornografią, wystarczy kliknąć w okienko „Mam skończone 18 lat”. Podobnie jest ze stronami propagującymi śmierć, przemoc, samobójstwa, samookaleczenia, zabójstwa, rasizm i dyskryminację wszelkiego typu, fanatyzm sekt religijnych, wszelkie dewiacje. Nie można się łudzić, że dziecko wybierze tylko grę wartościową, uczącą np. rozpoznawać gatunki roślin czy zwierząt, albo pasjanse, z pozoru niewinne, mogące jednak stać się zachętą do prawdziwego hazardu. Młodzi wybierają gry i strony internetowe właśnie „z najniższej półki”, gdzie panuje tylko przemoc, strach i seks. Nasza Klasa też może zabić Katalog takich propozycji jest niezwykle bogaty. Dr Andrzejewska ma w komputerze ściągnięte z internetu przykłady, które mogłyby wypełnić nie jedno, ale kilkanaście piekieł realnych i wirtualnych. To materiał poglądowy na zajęcia fakultatywne ze studentami, którzy wybrali specjalność Zagrożenia w sieci. Np. na portalu funkcjonuje Klub Samobójców, nie tylko informujący, jak skutecznie podciąć sobie żyły, jak się powiesić, lecz także zamieszczający wypowiedzi tych, którzy już próbowali. Nie ma tutaj wprost namawiania do samobójstwa, bo to jest karalne, ale są niekończące się wpisy różnych osób, które niezdrowo się tym interesują, a czasem nawet wołają: „Jak to się robi??? Napiszcie!!!”. Powody, dla których młodzi ludzie chcą ze sobą skończyć, są z pozoru błahe. Dopiero kroniki kryminalne ujawniają szczegóły tragedii. Na Naszej Klasie szkolne koleżanki zamieściły np. zdjęcie kolegi z przyklejoną do spodni podpaską i to wystarczyło, aby odebrał sobie życie. Na YouTube inna nastolatka umieściła nagrany telefonem komórkowym filmik, w którym bez żenady opisywała stosunek seksualny ze starszym kolegą, który po paru dniach, i licznych komentarzach w sieci, powiesił się. I nie była to żadna bananowa młodzież wielkomiejska, ale zwykła, „skromna”, prowincjonalna. W chronieniu dzieci przed zagrożeniami nie pomogą specjalne filtry, które blokują dostęp do niedozwolonych treści, jeśli nie będzie im towarzyszyła codzienna troska rodziców. Gdy młody człowiek zechce, znajdzie miejsca, gdzie mówi się o samookaleczeniach, o pornografii, o narkotykach – wraz z instrukcjami, jak hodować w domu konopie indyjskie. Powstało np. nowe zjawisko, seksting – dziewczęta eksponują w sieci własne bardzo odważne zdjęcia, nie zdając sobie sprawy, że mogą się stać łatwym łupem, że ktoś może je skrzywdzić. Sieć sprzyja osłabieniu uczucia wstydu, zaburza sferę niedojrzałej seksualności, prowadzi do uprzedmiotowienia człowieka. W bezkrytycznym odbiorcy takich treści zanika poczucie głębszych relacji, występuje natomiast zachęta do praktyk seksualnych niebezpiecznych czy nieakceptowanych społecznie. Nie chodzi o to, by z internetu wypreparować wszystkie informacje o dziecięcej i młodzieżowej prostytucji, o galeriankach, cyberseksie, praktykach sado-masochistycznych, o anorektyczkach i młodocianych kulturystach, którzy wspomagają się anabolikami, o bigoreksji. Chodzi o to, by ochronić dzieci przed uzależnieniem od elektronicznych mediów i bezkrytycznym chłonięciem wszelkiego brudu, jaki się tam znajduje. Zwłaszcza że szkodliwe informacje nie są zamieszczane przez doświadczonych, świadomych zagrożeń pedagogów czy psychologów, ale takich samych nieletnich „ekspertów” jak ci, którzy korzystają z internetowej oferty. Laicy piszą dla laików, np. jakie dawki jakiego środka trzeba wziąć, aby osiągnąć taki, a nie inny skutek. Młodzi strażnicy Akademia Pedagogiki Specjalnej uruchomiła kilka lat temu specjalność Edukacja medialna, na której przygotowuje się przyszłych pedagogów do walki z niebezpieczeństwami świata wirtualnego, do profilaktyki i minimalizowania skutków zagrożeń. Wystarczy przejrzeć tytuły kolejnych prac licencjackich i magisterskich, aby się zorientować, jak daleko w te zagadnienia wchodzą absolwenci uczelni: „Dziecko w wieku przedszkolnym wobec zagrożeń mediów”, „Uzależnienie studentów od telefonu komórkowego”, „Handel żywym towarem w internecie” itd. W ramach zajęć powstały przygotowane przez studentów etiudy filmowe, w bardzo przystępny sposób opisujące drastyczne nieraz przykłady patologicznych zachowań w sieci, z którymi stykają się uczniowie. Agata Dziurdziak, studentka tej specjalności, z pomocą koleżanek zrealizowała film „Pedofilia w sieci”, Katarzyna Kulesza – film o dopalaczach, a Justyna Skalska sama zagrała w „Cyberdeformation” gimnazjalistkę, której twarz zazdrosne koleżanki wmontowały w zdjęcie nagiej dziewczyny i zamieściły w sieci. Kilkuminutowa opowieść pokazuje też, że tego typu działanie jest przestępstwem. Wymienione prace multimedialne są nie tylko ćwiczeniem dla studentów, zaprezentowane w szkołach mogą podziałać jak ostrzeżenie dla rodziców, uczniów i nauczycieli. Oglądając katalog rozmaitych patologii związanych z siecią, można się zastanowić, gdzie są instytucje stojące na straży naszego bezpieczeństwa, gdzie dbający o moralność młodzieży kapłani i liczne organizacje pozarządowe zajmujące się edukacją i wychowaniem. Formalnie władze dostrzegają problem, bo np. resort spraw wewnętrznych upowszechnił „Program Rządowy Ochrony Cyberprzestrzeni Rzeczypospolitej Polskiej na lata 2011-2016”. Niestety, są to wciąż wytyczne, które nie znalazły jeszcze konkretnego przełożenia na praktykę. A rodzice najchętniej powierzyliby całe wychowanie szkole, na którą zresztą nieustannie narzekają. Dr Anna Andrzejewska jest w tej kwestii bezlitosna. – Jaki model spędzania wolnego czasu proponuje dziecku tatuś, który leży z pilotem na kanapie, w tym swoistym centrum dowodzenia, i przegląda 60 kanałów telewizyjnych? Czy rzeczywiście telewizor musi być pierwszym medium w każdym domu? I po co umieszczać dodatkowy odbiornik w pokoju dziecka? Po co mu fundować własny komputer z podłączeniem do internetu? Czy nie lepiej, by ten sprzęt był dostępny tam, gdzie zbiera się cała rodzina, gdzie matka i ojciec mogą zajrzeć dziecku przez ramię, co ogląda na ekranie? Nie zamykajmy świata naszego dziecka w jego przytulnym pokoiku! Dodajmy, że dr Andrzejewska tworzy nowe specjalności pedagogiczne, zawody przyszłości, które – jak np. metodyk multimedialny, pedagog medialny, metodyk edukacji na odległość i wreszcie specjalista uzależnień od mediów cyfrowych – mogą być niebawem bardzo poszukiwane na rynku pracy. Nic jednak nie zastąpi troski rodziców o bezpieczny i harmonijny rozwój dzieci – w którym komputer może tyleż pomóc, co i zaszkodzić. Uzależnienie od internetu (według dr Anny Andrzejewskiej) FAZA ZIELONA – brak groźnych symptomów Wszystko jeszcze wygląda normalnie. Dzieci i młodzież korzystają z sieci w rozsądnym – wydawałoby się – wymiarze, wyłącznie w granicach dozwolonych dla ich wieku. Cieszymy się, że to przynosi korzyści w ich rozwoju psychicznym i intelektualnym. Nikt postronny nie dostrzeże symptomów zagrożenia. Na hasło rodzica: „Idziemy na spacer”, albo „Idź do sklepu po chleb”, dziecko reaguje normalnie, wyłącza komputer i wypełnia polecenie. FAZA POMARAŃCZOWA – sygnały są już niepokojące Uważny obserwator dostrzeże, że delikatna granica między pasją a uzależnieniem została przekroczona. Dziecko rezygnuje z ważnych dotąd spraw, coraz mniej rozmawia i przebywa z rodziną, nie chce nawet wyrwać się gdzieś z kolegami, tylko siedzi w swoim pokoju przed komputerem. Ze szkoły mogą dochodzić sygnały, że opuściło się w nauce, ale nie zawsze tak jest i nie zawsze reaguje się na to właściwie. FAZA CZERWONA – alarmująca To już właściwie opętanie przez cyberprzestrzeń. Dziecko wkroczyło w fazę grożącą największymi niebezpieczeństwami i wymagającą terapii. Jest kompletnie nieobecne, zamyka się w pokoju i siedzi przed komputerem do późnych godzin, nawet wtedy, gdy wszyscy domownicy idą spać. Na pytania, co tam robi, odpowiada zdawkowo i nerwowo. Rekordy przebywania w świecie wirtualnym to sto kilkadziesiąt godzin bez jedzenia i picia, a powinna wystarczyć godzina dziennie! Podobne wpisy

jak skutecznie podciąć sobie żyły